Nowe władze Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej nie miały łatwego startu. Bialski PEC zamknął miniony rok stratą wynoszącą ok. 2 mln zł. Przedstawiciele obecnego zarządu mają obawy, że przez błędne, ich zdaniem, decyzje poprzedników, tegoroczny rachunek wyników będzie wyglądał podobnie.
Do 21 stycznia prezesem zarządu Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej w Białej Podlaskiej był Aleksander Kompa. Obecnie zajmuje on to samo stanowisko, ale w Łukowie. Po odwołaniu go przez radę nadzorczą jego miejsce zajął Franciszek Afaltowski, wieloletni pracownik PEC, który m.in. pełnił funkcję kierownika działu eksploatacji. Członkiem zarządu jest Sebastian Paszkowski.
PEC ogrzewa całe miasto poprzez spalanie węgla w kotłach. Zgodnie z rozporządzeniami Komisji Europejskiej na tonę spalonego węgla przypadają dwie tony emisji dwutlenku węgla (CO2) do atmosfery.W przypadku bialskiego PEC jest to ok. 28 tys. ton węgla, co daje ok. 56 tys. ton emisji CO2.
Jednak by móc emitować dwutlenek węgla do atmosfery PEC co roku musi dokonywać zakupu specjalnych uprawnień. Okazuje się, że w 2018 o to nie zadbano. Zarząd nie kupił praw do emisji CO2 na początku roku, gdy cena wynosiła ok. 6 euro za tonę. Nie stało się to też kilka miesięcy później, gdy opłata opiewała na kwotę ok. 14 euro. W grudniu cena wzrosła aż do ok. 25 euro.
– Sprawa z zakupem uprawnień do emisji CO2 wygląda jak zakup akcji czy innych kontraktów terminowych. Nigdy nie wiadomo jakiej ceny się spodziewać. Trudno powiedzieć, czy decyzja była dobra czy zła. Nie kupiłem uprawnień w grudniu, ponieważ według moich analiz wychodziło, że będą one najtańsze w lutym. Wtedy należało je kupić i rozliczyć cały rok – tłumaczy Aleksander Kompa, były prezes zarządu PEC.
Spółce do rozliczenia roku brakowało uprawnień do emisji 28 tys. ton CO2. Pełna liczba wynosi ok. 56 tys. ton, która w części została pokryta z tzw. rezerwy oraz z nadwyżki z 2017 roku. W lutym i w marcu bieżącego roku zarząd zdecydował o zakupie brakujących uprawnień do emisji 20 tys. ton CO2 po cenie 20 euro za tonę. Zapłacił za nie ok. 1,6 mln zł. Gdyby poprzednicy kupili je na początku 2018 roku (gdy cena wynosiła 6 euro), kwota ta wyniosłaby niespełna 0,5 mln zł.
Ostatecznie rok 2018 udało się zamknąć, ale rachunek wyników nie był zadowalający. Spółka odnotowała stratę w wysokości 2 mln zł. – Przedsiębiorstwo mogło podjąć decyzję o zakupie uprawnień, ponieważ były na to środki. Na lokatach znajdowało się kilka milionów złotych. Przewidując, że ceny będą rosły, można było zabezpieczyć się nawet na następny rok – wyjaśnia Franciszek Afaltowski, prezes PEC.
Zdaniem przedstawicieli obecnego zarządu, poprzednikom brakowało umiejętności strategicznego myślenia. W tym roku PEC musi kupić prawa do emisji 56 ton CO2, a aktualna cena oscyluje wokół 25 euro. To oznacza, że spółka na uprawnienia wyda aż 5,6 mln zł. A zdaniem zarządu można było tego uniknąć. Poprzednicy mogli kupić je za niespełna 1,6 mln zł. – Czeka nas strata, której nie możemy niczym zrekompensować np. przez ograniczenie innych kosztów. Na dzień dzisiejszy nie jesteśmy w stanie nic zrobić, żeby pokryć stratę, jaka wyniknie z konieczności zakupu uprawnień do emisji CO2 – tłumaczy Sebastian Paszkowski.
Sytuacji nie poprawia dokument, którym uwiązane jest przedsiębiorstwo. W 2016 pomiędzy PEC a Polską Grupą Górniczą została podpisana umowa na dostawę węgla na czas nieokreślony. – Jako ówczesny kierownik działu eksploatacji nie miałem decyzyjności i pełnej wiedzy. Znane mi były jedynie wskaźniki ilościowe, a nie wartościowe – zaznacza prezes Afaltowski. – Moim zdaniem umowa była stworzona na nierównych zasadach. Zostały w niej zawarte tylko prawa i obowiązki jednej strony, a my jesteśmy traktowani przedmiotowo, a nie podmiotowo.
Obecnie władze podejmują próby rozwiązania umowy na mocy porozumienia stron. – Pod koniec roku wysłaliśmy pismo, ale PGG nie wyraziła zgody. A za zerwanie umowy są surowe kary. Dodatkowo jeśli np. wypowiemy umowę w lipcu to wypowiedzenie rozpocznie swój bieg dopiero w styczniu 2020 roku i skończy się z początkiem 2022 roku. To oznacza, że przez 2,5 roku będziemy uwiązani drogim węglem. Cena z wolnego rynku jest niższa o około 60 zł za tonę – wyjaśnia Paszkowski.
Warto zaznaczyć, że niższa cena nie oznacza gorszych parametrów jakościowych. – Tego węgla spalilibyśmy więcej niż tego dostarczanego z PGG, ale mamy wyniki badań, które wykazują, że wskaźnik emisji CO2 węgla z wolnego rynku jest niższy niż węgla z PGG – mówi Afaltowski. – Nie dość, że płacimy wyższą cenę za węgiel to musimy dokupować więcej emisji.
Jak tłumaczy prezes, węgiel z PGG często też przekracza normy zawarte w tzw. pozwoleniu zintegrowanym, które obliguje spółkę do palenia węglem spełniającym określone parametry co do kaloryczności oraz zawartości popiołu i siarki. W umowie z PGG kwestia popiołu została całkowicie pominięta. – Nie każda parta dostawy węgla z PGG spełnia normy. W przeciwnym wypadku nie musielibyśmy dokupować węgla z wolnego rynku i tworzyć ogromnych zapasów.
Władze spółki będą podejmowały kolejną próbę rozwiązania umowy na mocy porozumienia stron. W tym celu zwrócą się do rady nadzorczej PGG.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!