Na nudę najlepsza rozmowa o pieniądzach [FELIETON]

Na nudę najlepsza rozmowa o pieniądzach [FELIETON] 16

Trzeba przyznać, że strasznie nudno się ostatnio zrobiło. W okresie wyborczym i bezpośrednio po nim były emocje, przepychanki i docierania. Nowe władze sprzątały po starych, były odejścia ze stanowisk na inne stanowiska i całkiem nowe twarze w panteonie wojewódzkiej i miejskiej władzy. Czyli wszystko to, co tradycyjnie dzieje się po wyborach. Później to się jakoś wszystko uspokoiło i powiało nudą. Przez dłuższy czas praktycznie nic się nie działo i nie było za bardzo na co marudzić. Czas płynął leniwie i tylko od czasu do czasu oba obozy strzelały do siebie z pistoletu hukowego, tak dla przypomnienia opinii publicznej, że frakcje polityczne nie za bardzo za sobą przepadają.

No ale w ostatnim czasie się trochę ruszyło. Nasze mózgi zostały obudzone z letargu, a palce rozruszane lajkowaniem i wypisywaniem komentarzy pod artykułami. A co najbardziej rusza wyborcę? Oczywiście publiczne pieniądze. I tu mały wybieg wyjaśniający w ogóle istotę środków publicznych, które w świadomości obywatela są i jednocześnie nie są jego własnością. Obywatel czuje mocne przywiązanie do publicznej kasy wtedy, gdy ktoś ją wydaje bez jego zgody, nie zwracając uwagi na jego upodobania, poglądy, widzimisię, czy standardowe „bo tak”. Z drugiej strony, gdy chodzi o sprawy mazania po murach i blokach, wyrzucania śmieci w krzaki i do lasu, niszczenie przystanków, to jakoś nie przechodzi ludziom przez myśl, że „to też moje”. Nie uważam, że każdy mieszkaniec wybija szyby na przystanku, ale powszechnie wiadomo, że PRL wytworzył w nas świadomość, że jak państwowe, to znaczy niczyje, a jak niczyje, to i z nieba się naprawi. PRL się skończył, a myślenie zostało jako zdobycz cywilizacyjna czasów historycznych.

Pierwszą sprawą, która ruszyła opinię publiczną, była faktura za prowadzenie konta facebookowego Wicemarszałka Województwa Lubelskiego Dariusza Stefaniuka przez jego byłego rzecznika z czasów rządzenia miastem Biała Podlaska. Nie mam nic do tego, kto komu prowadzi profil na fejsie, sam w końcu zatrudniam największą agencję PR-ową w tym kraju, żeby ogarniała moje miliard lajków dziennie, ale nie płaciłbym im z publicznych pieniędzy. Co prawda eksrzecznik posypał głowę popiołem i uznał to za błąd ludzki. Tylko w takim razie mam pytanie: za co w końcu były te pieniądze? Bo w takim układzie faktura nie powinna opiewać na 2500 zł. Rozumiem, że te pieniądze mu się po prostu należały, ale chyba nie z tej kieszeni. Ostatecznie cała suma trafiła na cel charytatywny, ale błędne jest założenie, że to Michał Trantau ją przekazał na szczytny cel, tylko my wszyscy, bo pieniądze były publiczne.

Druga sprawa to powracający jak bumerang stadion, ale tym razem zdecydowanie in plus, bo w końcu Wielka Dziura w Ziemi zaczęła na siebie zarabiać! I to kilka miesięcy przed planowanym pierwszym gwizdkiem na równiutkiej jak lodowisko murawie. Otóż stadion zarobił swoje pierwsze dwa miliony złotych polskich. Pieniądze wpłynęły do miejskiej kasy jako odszkodowanie z gwarancji ubezpieczeniowej wypłaconej za nienależyte wykonanie zlecenia. Pal go licho za co. Dwa miliony to dwa miliony. Parafrazując słowa wypowiedziane w „Wieży Jaskółki” Andrzeja Sapkowskiego: „Mieć dwa miliony i nie mieć dwóch milionów to razem cztery miliony”, także dzięki wyjątkowo trafnej decyzji inwestycyjnej mamy już cztery miliony złotych i super dziurę w ziemi, z którą możemy zrobić wszystko, co chcemy.

I na koniec zataczająca coraz większe kręgi „Dryńdryńgate”. Na początek niektóre media ogłosiły skandaliczny zakup sprzętu telefonicznego przez urzędujących prezydentów. W tytule artykułu była kwota prawie 5000 zł, ale z tekstu można było się dowiedzieć, że za skandaliczne uznano jedynie 1400 zł i to za urządzenie, które w sumie jest zegarkiem, telefonem i kalendarzem w jednym. Podobno nowy smartwach prezydenta Michała Litwiniuka liczy też kroki i mierzy tętno, co można przecież upublicznić i śledzić prezydenta, gdzie obecnie się znajduje i czy przypadkiem nie jest wkurzony, bo ma podniesione ciśnienie. A już biorąc sprawę ciut ciut poważniej, to rozumiem wzburzenie części obywateli naszego miasta wynikające z tego, że w ogólnym pojęciu smartwach to gadżet. Tyle, że ten gadżet, jak wspomniałem, ma całą furę przydatnych funkcji, które można wykorzystać do pracy i mam nadzieję, że do tego będzie używany. Dodatkowo jeszcze 10 lat temu za gadżet był uważany tablet, a jeszcze wcześniej telefon komórkowy był „niepotrzebnym szpanem”. Podejrzewam, że za 5 -10 lat smartwach będzie traktowany jako normalne narzędzie pracy, ale teraz? Sorry, Panie prezydencie. Jest Pan o 10 lat za szybki.

Dryńdryńgate, jak się szybko okazało, to nie tylko Michał Litwiniuk, który od niedawna będzie mógł rozmawiać ze swoim nadgarstkiem, ale też traktowanie Urzędu Miasta jak lombardu i to takiego bardzo taniego. W sumie to jak bazaru z lat 90. albo Flohmarkt, na którym Saszka albo Helmut mogą nam opchnąć tani sprzęt elektroniczny. Byli prezydenci Białej Podlaskiej odkupili od Urzędu Miasta używane w trakcie prezydentury przez siebie sprzęty elektroniczne po cenach lepszych niż okazyjne. Tablety i telefony z nadgryzionym jabłkiem szły za dychę, gdzie dla zwykłego Kowalskiego taki sprzęt, nawet używany, to wydatek od 300 do 800 zł. W ogóle zastanawiam się: po co byłym prezydentom po trzy telefony, skoro nie mają nawet tyle uszu? I dla jasności: to nie był jakiś tam szrot, tylko działające i śmigające sprzęty, których część jest jeszcze na stanie Urzędu Miasta. A jeżeli są, to zaklepuję przynajmniej jeden z nich. Zawsze Urząd zarobi dychę więcej, którą może przeznaczyć na przykład na zainstalowanie jakiejś płatnej gierki na tablecie, co podniesie jego wartość i będzie można sprzedać go za jeszcze większe pieniądze. Tak się robi biznesy! Oczywiście były prezydent odniósł się do sprawy, nazywając ją kapiszonem, bo według obiektywnej komisji, obiektywnych przesłanek i obiektywnego zużycia ten sprzęt jest wart 10 zł. Niestety, świat realny poza Urzędem jest nieobiektywny, brutalny i nieczuły na logikę urzędów i dokładnie taki sam sprzęt wedle obiektywnych przesłanek rynku będzie kosztował pół tysiaka. Obiektywnie rzecz biorąc, zysk jak cholera.

Także jak widzicie, moi mili, pieniądze to idealny sposób na nudę. Zwłaszcza jak je zarabia albo wydaje ktoś inny. A jeszcze lepiej, jak ktoś inny wydaje czyjeś pieniądze. A w ogóle cudownie pod względem emocjonalnym jest, jak ktoś inny wydaje czyjeś pieniądze, a tym kimś, czyje te pieniądze są, jesteśmy my. Pozostaje nam wtedy otworzyć piwo, zrobić popcorn i odpalić jakąś skoczną melodyjkę na JołTubie na naszym tablecie za dychę z Flohmarktu przy ul. Piłsudskiego 3 i cieszyć się, że jesteśmy jako społeczność lokalna już 4 bańki do przodu.

Udostępnij!

Komentarze: 5

Twój E-mail nie zostanie opublikowany. Pola obowiązkowe zostały oznaczone *

  1. Panie Jakubie, proszę mi powiedzieć, dlaczego prezydent i urzędnicy muszą być dziadami? Bo co, bo można wyrwać sprzęt od miaasta, bo się należy?
    Proszę mi wskazać, obecnie, w ilu prywatnych firmach (na terenie Białej Podlaskiej w końcu o tym mieście Pan piszesz), nawet tych, w których trzeba używać telefonu/smartfonu, dostaje się służbowy sprzęt???? Proszę sobie to sprawdzić…
    Proszę o konkretne, realne, wykazanie i uzasadnienie wykorzystania smatwatch’a prezydenta do pełnienia przez niego obowiązku? (teksty typu, bo można go używać do wielu rzeczy to lanie wody. Konkretnie, do czego jest niezbędny prezydentowi? Do sprawdzania mail-i podczas rady miasta??? Jego treningi, powinny się odbywać poza pracą i na prywatnym sprzęcie.
    Proszę o uzasadnienie, dlaczego smartfon ma mieć tyle funkcji oraz dlaczego ma być w tej cenie. Smartfony można kupić od 100 zł. Średni smartphone to koszt około 500-1000 zł.
    Ostatnie pytanie, dlaczego se prezydent nie może wziąć na abonament prywatnie jak jego wyborcy? Gdzie jego dbałość o budżet miasta i gospodarność.
    No cóż, wiele się po nim nie spodziewałem, dlatego jego postępowaniem nie jestem i nie będę rozczarowany…

  2. Panie Obserwatorze84
    Trochę to niespójne, bo skoro prezydent i urzędnicy nie musza być dziadami to nie rozumiem pytań o smartwacha prezydenta Michała Litwiniuka? Napisałem, że rozumiem wzburzenie, bo sam jestem zwolennikiem wydawania pieniędzy publicznych zgodnie z ich przeznaczeniem. Jednak skoro wzburzamy się na obecnego prezydenta to wzburzajmy się na poprzednich. Nie miałbym pretensji za dużych gdyby chodziło o jeden telefon na głowę, ale tu poszło kilka sztuk tabletów i telefonów na dwie osoby.
    Pytania o prywatne firmy nie rozumiem. W znaczeniu w ilu firmach. Liczbą nie operuje, ale strzelam, że w większości.
    Smartphone jest oprócz telefonu jeszcze kalendarzem, urządzeniem do przeglądania stron internetowych, do obsługi maili i czasami też latarką 😉

  3. zgadzam się z obserwatorem 84 całkowicie a poza tym wcale nie byłbym zaskoczony gdy będą kupować na koszt miasta bieliznę,odzież ,buty bo honoru się nie nabywa tylko ma się w genach a tego „wybrancom” częsci naszych mieszkanców brakuje-słoma zawsze będzie wystawać z butów chocby to były lakierki od Bossa

  4. Prorok, w Bialskich firmach pracuje się na własnych, branych na raty sprzętach!!!!! A co do władz, fajnie by było, aby któraś przestała dziadować. Ale jak widać w przypadku tej jest już za późno!!! Lekko przyszło… Co do smartwatch-a ja wiem do czego służy. Teraz podaj przyklad dlaczego Prezydent nie może iść i wypełnić tych zadań na dostępnym sprzęcie stacjonarnym albo laptopach, które już są? Bo co? Smartwatch taki fajny a biednego prezydenta białej, który oszczędza i jeździ rowerem nie stać wydać około 1000 zl z własnego budżetu tylko naciągać mieszkańców białej, którzy w wiekszości zarabiaja najnizsza krajowa albo i nie i muszą jeszcze rodziny za to utrzymać????? No cóz, u obecnego prezydenta nie widac żadnego szacunku do mieszkańców Białej Podlaskiej. Jak mówił klasyk: naród ciemny wszystko uwierzy i wszystko kupi…

  5. Nie podoba mi się ten felieton, z jednej prostej przyczyny – jest trochę agitacją polityczną. A może nawet nie tylko „trochę”. Autor właściwie sam sobie strzelił w stopę. Ok, można popierać którąś z opcji politycznych, jest to całkiem naturalne, że autor nie piszę felietonu wbrew własnym opiniom, ale za każdym razem jak słyszę/czytam argument pod tytułem: „nasi mogą coś robić, bo poprzednicy też tak robili” to mnie szlag strzela. Po to zmienia się prezydenta/burmistrza/wójta itd, żeby właśnie wprowadził nowe, lepsze standardy. I to mi się nie podoba w tym tekście – „co z tego że p. Litwiniuk kupił sobie smartwatcha, skoro p. Stefaniuk pozwolił „swoim ludziom” kupować sprzęt elektroniczny za bezcen”. Oba zachowania są karygodne i oba powinny być napiętnowane, a nie usprawiedliwiane jedno przez drugie.
    Choć fakt faktem, trzeba się zgodzić z tym, że pokutuje u nas podejście, że co jest dobrem ogółu jest dobrem niczyim. Szkoda, że takie podejście przechodzi u nas z dziadka na ojca, z ojca na syna. Miałem nadzieję, że zmieni się to wraz ze zmianą pokoleniową, ale wygląda na to, że to tylko naiwne myślenie życzeniowe.