Piłkarze ręczni AZS AWF Biała Podlaska utrudnili sobie drogę do wygrania rozgrywek I ligi mężczyzn grupy B po tym, jak ulegli Czuwajowi.
Akademicy z Białej Podlaskiej od dawna liderują pierwszoligowym rozgrywkom, prezentując w większości meczów wyśmienitą formę. W sobotę, 28 kwietnia podopiecznych Dmitrija Tichona czekał trudny, wyjazdowy mecz z Czuwajem.
Przemyska drużyna w obecnych rozgrywkach prezentuje się bardzo dobrze, zajmując 4 miejsce w tabeli. O sile drużyny z Podkarpacia niedawno przekonali się szczypiorniści SPR PWSZ Tarnów, czyli bezpośredni rywal bialskich akademików do zwycięstwa w rozgrywkach. 17 marca tarnowianie ulegli w Przemyślu 28:32. W poprzedniej kolejce spotkań AZS AWF wygrał u siebie z Siódemką Miedź Legnica, przemyślanie z kolei niepodziewanie ulegli KSSPR Końskie.
Przed meczem ciężko było wskazać zdecydowanego faworyta, a wydarzenia na boisku tylko potwierdziły przedmeczowe przypuszczenia. Obydwie drużyny walczyły twardo o każdy punkt. Żaden z zespołów nie potrafił „odskoczyć” rywalom i po pierwszej połowie bialczanie minimalnie prowadzili 14:13.
Po zmianie obydwie ekipy nie zwalniały tempa, choć coraz lepiej zaczęli radzić sobie gospodarze. Na kwadrans przed końcem przemyślanie wygrywali już 24:20 i stało się jasne, że bialczanom będzie trudno o kolejne zwycięstwo. Pomimo odrobienia kilku punktów straty gospodarze w końcówce zachowali więcej sił i ostatecznie wygrali 29:26. Najlepiej z bialskich szczypiornistów zaprezentował się Marcin Stefaniec, który zdobył połowę dorobku bramkowego swojego zespołu. Zawodnicy obydwu drużyn walczyli twardo o każdą piłkę, co przełożyło się na sporą ilość dwuminutowych kar.
Porażka bialskiej ekipy póki co nie oznacza ich spadku na drugą pozycję w tabeli, ale znacznie komplikuje możliwość wygrania rozgrywek pierwszoligowych. AZS AWF oraz SPR PWSZ mają po 54 punkty na koncie, ale tarnowianie rozegrali jeden mecz mniej. Nie wszystko będzie już zależało od bialczan, gdyż jeżeli do końca rozgrywek SPR PWSZ nie potkną się na żadnym z rywali, wyprzedzą akademików na koniec rozgrywek.