W Białej Podlaskiej odbyło się spotkanie w cieniu ogólnoeuropejskich protestów rolniczych. Przedstawiciele samorządu i związków rolniczych wspólnie ostrzegają przed skutkami umowy z krajami Ameryki Południowej.
Spotkanie rozpoczęło się od analizy sytuacji politycznej w Parlamencie Europejskim. Mariusz Filipiuk, starosta bialski, zwrócił uwagę na długą historię negocjacji umowy Mercosur, które trwają już od 1999 roku, oraz na obecne przyspieszenie prac w Brukseli.

Starosta Filipiuk podkreślił, że choć umowy prawdopodobnie nie uda się całkowicie zablokować, kluczowe jest zminimalizowanie jej negatywnych skutków dla polskiej wsi.
– Nasi rolnicy nie są w stanie konkurować z rolnikami z Brazylii czy Argentyny, którzy produkują zupełnie inaczej i nie muszą przestrzegać wyśrubowanych norm – mówił Mariusz Filipiuk.
Reklama
Starosta podziękował za aktywność niektórym europosłom, w szczególności Krzysztofowi Hetmanowi, zaangażowanemu w forsowanie poprawek dotyczących tzw. klauzuli wzajemności.
– Jeżeli wymiana handlowa ma się odbywać, to na zasadach wzajemności. Tamci producenci muszą spełniać te same standardy co my – argumentował Filipiuk, dodając, że liczy na presję wywieraną przez rolnicze protesty na decydentów w Brukseli.

Zdecydowanie bardziej dramatyczny obraz sytuacji przedstawił Piotr Kisiel, prezes Stowarzyszenia Polski Rolnik. W jego ocenie wejście w życie umowy Mercosur oznacza nie tylko ruinę gospodarstw, ale bezpośrednie zagrożenie biologiczne dla konsumentów.
– Jeżeli ta umowa wejdzie w życie, na nasze stoły trafi żywność przeładowana hormonami wzrostu i pestycydami, które w Unii są zakazane od 30 lat. To powolna śmierć i choroba serwowane na talerzu – grzmiał Piotr Kisiel.
Prezes stowarzyszenia ostro skrytykował narrację o tańszej żywności. Jego zdaniem niskie ceny skończą się w momencie, gdy upadnie polskie rolnictwo i utracimy niezależność żywnościową. Wtedy zagraniczne koncerny będą dyktować ceny.
– To nie jest jedzenie, to jest pasza. A my nie damy się traktować jak zwierzęta. Mamy większy szacunek do naszych zwierząt niż oni do nas – mówił emocjonalnie Kisiel.
Reklama
Piotr Kisiel przywołał przykłady z przeszłości, które podważają zaufanie do unijnych mechanizmów kontrolnych. Przypomniał niekontrolowany napływ „zboża technicznego” z Ukrainy oraz sytuację na rynku mięsa.
– Mówi się nam o mechanizmach ochrony. To bzdura. Widzieliśmy to przy Ukrainie. Miały być kontrole, a wjeżdżało wszystko bez nadzoru – punktował Kisiel.
Prezes zwrócił też uwagę na systemowe niszczenie polskiej hodowli, wspominając o Lubelszczyźnie, która z zagłębia trzody chlewnej stała się pustynią hodowlaną, oraz o procedowanych przepisach (np. zakaz hodowli na futra), które mogą być furtką do likwidacji kolejnych sektorów rolnictwa pod płaszczykiem ekologii.
– Tyle mówi się o śladzie węglowym naszych traktorów. A czy statki wiozące mięso z Ameryki Południowej nie zostawiają śladu węglowego? Zostawiają jeszcze większy, ale to jest pomijane – zauważył Kisiel.
Obaj rozmówcy zgodzili się, że bezpieczeństwo żywnościowe jest fundamentem suwerenności. Piotr Kisiel podsumował to w gorzkich słowach:
– Jeśli nasza niezależność żywnościowa zostanie zniszczona, nas już nie ma. Państwo polskie przestaje istnieć. Rolnik jest filarem bezpieczeństwa. Jeśli ten filar runie, po cichu umrzemy.
Reklama
Spotkanie w Białej Podlaskiej zakończyło się apelem o solidarność z protestującymi i życzeniami świątecznymi dla rolniczych rodzin, które z niepokojem patrzą w przyszłość.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze