Po moim ostatnim tekście pojawił się zarzut, że zepsułem bialczanom niedzielę. A to że niedzielny obiad stanął w gardle, a to że skoki nie były tak emocjonujące i że wygrana w Eurowizji nie smakowała tak, jak smakować miał niedzielny obiad. Także po sprawdzeniu, że nikt w nic nie gra, nikt nie śpiewa, nie tańczy, nie recytuje, nie stepuje i przede wszystkim nie spożywa posiłków, postanowiłem zepsuć dzisiaj zwykły dzień powszedni. Mam oczywiście nadzieję, że tekst wyjdzie w dzień powszedni i między konkursami Turnieju Czterech Skoczni, bo znowu komuś zepsuję świętowanie.
Może się nie spodziewaliście, ale nastał Nowy Rok. A wiadomo: jak nowy, to trzeba ocenić stary. Zrobić rachunki, analizy, wyciągnąć wnioski, a potem czekać na koniec tego roku i znowu analizy, wnioski i obiecywanie sobie, że następny będzie lepszy. A co się działo w minionym 2018? Działy się przede wszystkim wybory. Kampania przykryła nam całą jesień. Wcześniej oczywiście też się działo, ale kto to teraz pamięta? Teraz rozmawia się o tym, co poprzednicy zrobili źle i jakie pomysły mają nowi na poprawę sytuacji. No i o tym, gdzie kto znalazł zatrudnienie. Poprzednicy zatrudnienie znaleźli i nawet zabrali na odpowiednie stanowiska swoich doświadczonych i zaufanych ludzi. Oczywiście zaufanie to nie jedyny i nie najważniejszy powód awansów i przenosin. Adam Chodziński został pełnomocnikiem dyrektora bialskiego szpitala ds. projektów unijnych. W jednym z wywiadów jego były szef powiedział: „To człowiek, który będąc wiceprezydentem miasta, wgryzł się w tematy inwestycji, zamówień publicznych, projektów i tego, co się z tym wiąże. Potrafi rozmawiać z wykonawcami, pojechać na radę budowy i wymóc określone rzeczy.” No właśnie. Wystarczy popatrzeć na sprawę bialskiego stadionu, by zrozumieć, że pan wiceprezydent potrafił wymagać i rozmawiać z wykonawcami. Tak samo dzięki kompetencjom i umiejętnościom zarządzania zespołem Artur Kozioł zmienił pracę z komendanta Straży Miejskiej na zastępcę dyrektora Stacji Pogotowia Ratunkowego. Bo przecież nie dlatego, że wie, jak wygląda samochód z kogutem. Dostając zastrzyk świeżej, ambitnej i pracowitej krwi, bialskie instytucje niewątpliwie zyskają. Robota będzie aż furczeć.
Na zwolnione miejsca będą powoływani nowi ludzie, jak to po zmianie władzy. Część spółek miejskich już zmieniło zarządy. Ludzie zaufani zmienili ludzi zaufanych. Zmieniło się również najbliższe otoczenie prezydenta. W sumie to można powiedzieć, że w końcu. Mamy nową panią rzecznik i nowego szefa gabinetu, dzięki czemu urząd prezydencji wyposażył się w ręce, oczy, uszy i usta. Mam nadzieję, że organy szybko zostaną przyjęte przez organizm i zafunkcjonują z pełnym zaangażowaniem. Zawsze w takiej sytuacji powtarzam: „Po owocach ich poznamy”. Oby plon był zawsze świeży i zjadliwy. Michał Litwiniuk zabrał się również za flagowe inwestycje swojego poprzednika. I tak szybko się okazało, że „Wembley Południowego Podlasia” nie zostanie ukończone w terminie . Firma nie skorzystała z szansy i nie wytłumaczyła się z opóźnień i problemów z ubezpieczeniem, toteż magistrat wykonawcę zwolnił z uszczęśliwiania bialskich fanów piłki kopanej. I co dalej? Na razie mamy dziurę w ziemi. Może ogłosić noworoczny konkurs: co powinno powstać w tej jamie? Może wielki odkryty basen? Wybetonować, położyć kafelki, zrobić zjeżdżalnię, postawić budkę z lodami i piwem i tylko patrzeć, jak to zarabia samo na siebie. Powołamy drużynę piłki wodnej (większe szanse na drużynę w ekstraklasie), a w zimie zrobi się olbrzymie lodowisko. Podejrzewam, że pomysłowość bialczan rozwiąże nam problem dziury szybko. W innym razie stadion w budowie, analogicznie do jednej z budów lubelskich, doczeka się pisania nazwy z dużych liter jako nazwa własna. Jeżeli macie, drodzy Państwo, jakieś pomysły na to, co powinno stanąć/usiąść/położyć się na miejscu dziury w ziemi, to podsyłajcie pomysły. Na pewno cześć z nich będzie godna rozpatrzenia. Prezydent zajął również stanowisko w sprawie ul. Warszawskiej, której nie zamierza poszerzać czy przebudowywać. Ale drobny lifting by się przydał. Przejeżdżając nowym odcinkiem Warszawskiej, proszę zwrócić uwagę na namalowane linie i strzałki, a konkretniej ich brak. Farba użyta do ich namazania była z tych „do pierwszego deszczu”.
No i najważniejsza sprawa. Tuż przed końcem roku radni obalili bialską prohibicję! Ewenement na skalę lokalną. I to wynikiem piętnastu za, czterech przeciw i dwóch wstrzymujących się. Ale o mały włos w ogóle uchwała nie byłaby głosowana, bo chwilę wcześniej głosowano wniosek formalny o cofnięcie projektu uchwały do ponownej pracy w komisji. Wniosek przepadł stosunkiem 11:10, czyli gdyby się komuś paluszek omsknął, to zostałoby po staremu. Zawsze byłem zwolennikiem edukacji, a nie zakazów. Zwłaszcza tych związanych z piciem. Alkohol niektórym bardzo nie służy, a już zwłaszcza osobom uzależnionym, ale zakazywanie sprzedaży powoduje tylko organizowanie sobie flaszki czy piwka z innych źródeł, niekoniecznie legalnych. Do tego za płotem prohibicji nie ma i wystarczyło przejechać się kilkaset metrów, by alkohol zakupić. Wolę, żeby niedopitek chodził sobie na stację piechotą niż rowerem albo samochodem jeździł za miasto.
Pod koniec roku Urząd Miasta zmienił też stowarzyszenie obsługujące bezpłatną pomoc prawną. Ustępujące Stowarzyszenie Krzewienia Edukacji Finansowej miało powiązania polityczne z obecnym senatorem z Białej Podlaskiej i do tego jest z Gdyni. Nowy podmiot obsługujący mieszkańców nie jest powiązany z senatorem z Białej Podlaskiej i nie jest z Gdyni. Stowarzyszenie Wsparcia Obywatelskiego jest z Krakowa. Powoli zbliżamy się do Białej Podlaskiej, bo gdyńskie stowarzyszenie oddalone jest od naszego magistratu o 498 km, a krakowskie o 376. A poważniej rzecz biorąc, to SWO wie, gdzie leży Biała Podlaska, bo podobne punkty krakowiacy obsługują we Włodawie i Siemiatyczach.
Ale żeby nie tylko marudzić, chciałem Państwu złożyć życzenia wszystkiego dobrego w Nowym Roku. Oby nadchodzące miesiące upływały w radości i bez żadnych trosk. Żebyśmy mimo różnic programowych i światopoglądowych potrafili ze sobą konstruktywnie rozmawiać. Kłóćmy się na argumenty, a nie na gałki z błota. Spójrzmy na siebie jak na jedną wielką wspólnotę, niezależnie od koloru skóry, wyznania, środku transportu (rowerzyści to też ludzie!), orientacji czy stosunku do filmu „Smoleńsk”. Bądźmy dla innych tak dobrzy, jacy byśmy chcieli, żeby inni byli dobrzy dla nas. Szczęśliwego Nowego Roku!
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!